Wyskok

Autor: Szymon Drewnojad, Gatunek: Proza, Dodano: 26 maja 2010, 10:37:18, Tagi:  żul alkoholik Poznań Poznań wódka Camus Iwaszkiewicz Wzlot Upadek Baudelaire Mann Śmierć w wenecji

  Przepraszam najmocniej panie szanowny ale ja ze szczerą do pana prośbą. Nie będę kłamał, na piwko, czy winko potrzebuję jeszcze trochę i czy może miałby pan szanowny jakieś drobne, by poratować upadłego człowieka, który już innej pociechy nie znajduje? No ile łaska... 50gr, 2 zł, banknotami nie pogardzę, ha! Ale jak rozumiem, pan pewnie student? No to ja wiem, że panu pewnie też niełatwo. Jak jeszcze studiowałem... No i skąd takie zdziwienie? Pan, jak rozumiem, nie planuje w przyszłości zbierać na wino pod Żabką pewnie. Też nie planowałem. No jeśli ma pan jakieś drobne, to chętnie o sobie opowiem. Aha... po wypłacie pan... Na wódeczkę dam się oczywiście szanowny panie zaprosić. Nie pamiętam już kiedy ostatnio piłem wódkę pod dachem. No to niech pan wybierze knajpę. Do Dzika? Nie znam ale, jak mówiłem, w takich okolicznościach chętnie panu poopowiadam jeśli pan szanowny zechce.

 

  No to lu!

  Miło tu nawet. Panie szanowny, nie sądziłem, że, z całych szacunkiem, młodzi jeszcze piją wódkę. Myślałem, że już tylko piwo z red-bullem każdy studencik teraz popija... Tak znam Świetlickiego. I znów to wyniosłe zdziwienie! Co pan studiuje? No to jesteśmy z podobnej branży. Literatura i filozofia to tuż obok siebie leżą. Słucham? Mhm... tak, z wykształcenia jestem literaturoznawcą. Kończyłem polonistykę tu, w Poznaniu.

  A ja w ogóle się nie przedstawiłem. Nie pamiętam prawie jak się naprawdę nazywam ale wszyscy mówią tu na mnie Kartezjusz. Dlaczego? Pewnie dlatego, bo się wymądrzam czasem i często się wtedy powołuję na niego. Ale sam to sobie tłumaczę tak, że rozum mam czysty nawet po sporych ilościach alkoholu i w jakiś stanowię dowód na słuszność teorii Descartesa... Cieszy mnie, że pan zrozumiał dowcip ale z drugiej strony przyszły filozof zawiódłby mnie gdyby było inaczej.

  A pan? Pan Piotrek więc! No to znamy już się trochę lepiej i myślę, że warto za to wypić. No to chlap... Brrr... Ciepła. Ale i tak wchodzi lepiej, niż cokolwiek na dworcu. Tam, to panie Piotrku szanowny, wódka jest luksusem i nieraz zdarzyło się, że ktoś dostał po mordzie za flaszkę. Przydaje się więc wiedza, którą nabyłem na pierwszym spotkaniu w AA, gdzie dowiedziałem się co z czym mieszać, żeby bardziej kopało.

  Tak jest, w AA. Mówię panu, hipokryzja w tym szacownym zgromadzeniu sięga szczytów. Proszę sobie wyobrazić, że facet, który jest szefem naszego lokalnego oddziału próbował mi wmówić, że denaturat to służyć może co najwyżej do mycia szyb i blatów, a ja sam z nim jakieś dwa lata przedtem, dyktę1 kurwa piłem pod operą. No tak! Poszedłem tam z własnej woli, więc mogłem w każdej chwili zrezygnować ale stwierdziłem, że wiedza tam zdobywana jeszcze mi może pomóc i trochę jeszcze bywałem na tych ich spotkaniach. Byłem nawet raz na wyjeździe nazwanym żartobliwie „Obozem trzeźwości” ale więcej już nie jechałem, bo nie wytrzymywałem tempa bardziej doświadczonych towarzyszy z AA i prawie na detoks kilka razy trafiłem. A my tu tak panie Piotrku w swoim tempie, prawda...

  No brudzia się chyba ze mną pan napijesz!? No, teraz chłodniutka idealnie, aż grzeje. Dlaczego piję? A pan? Ja już inaczej nie umiem. Widzi pan, jestem skutkiem niebezpiecznego połączenia własnego nonkonformizmu z zacietrzewieniem ludzi, od których byłem w jakiś tam sposób zależny. Cieszę się, że mogę z panem teraz rozmawiać, bo do pana mogę mówić, jak dawniej mówiłem,  używając różnych izmów i w ogóle słów, powiedzmy, mniej popularnych. Bo do tej żulerni (do której w sumie sam się zaliczam), to tylko kurwami i chujami się dotrze.

  Chociaż jest taki jeden. Hans. Bardzo kumaty, mimo, że bez żadnego wykształcenia. Ale dużo czyta i nawet coś popisuje. Ludzie mu nie ufają, bo nie pije. W sumie trochę ich rozumiem, bo po pijaku, to wszystko z człowieka wylezie, dobre albo złe. Zna pan Baudelaire’a? Nie? Szkoda. Co prawda w przekładzie wiele traci ale i tak warto zajrzeć. Baudelaire wywnioskował, że człowiek dobry, to powinien być właściwie non-stop najebany, żeby to dobre wciąż z niego wychodziło. Pewnie  trochę nim się inspiruję. A Hansa, to wieczorami może pan spotkać na górze Przemysława. Puszki tam zbiera i zawsze chętnie z ludźmi rozmawia. Jeśli będzie pan miał okazję, to proszę go poprosić, by opowiedział wiersz swój jeszcze z czasów szkolnych, o wielkanocy. Będzie pan pod wrażeniem, gwarantuję.

  No jeszcze jeden strzał, co? Jednak młodzi umieją pić wódkę. Ale o czym to ja... Aaaa, no tak... Jak mówiłem, do AA poszedłem po raz pierwszy i od razu dowiedziałem się o ciekawych przepisach, o których nikt inny nawet by nie pomyślał. Było to jakieś pół roku po moim rozstaniu z uczelnią. Właściwie spacer do AA miał przyczyny ekonomiczne, a nie etyczne czy chćby higieniczne. Powoli zaczynało mi brakować pieniędzy na wszystko, bo na chlanie trzeba było mieć.

  Po tym jak wypieprzyłem się sam z cieplutkiej posady na uniwersytecie brałem się za jakieś tłumaczenia i tym podobne ale i okazjonalnie pisałem na różne konkursy poetyckie, bo nagrody spore. Wystarczyło się zorientować w wynikach ostatnich imprez i poznać obowiązujące trendy, które akurat uwodziły jaśniepaństwo z jury i nie było trudno napisać czegoś, co takowe konkursy wygrywało. Ale mniejsza z tym póki co.

  Może zwiększymy tempo i zobaczymy jak teraz piją? No to jedziemy... I te konkursy i różne inne źródła dawały niby jakieś pieniądze ale wóda i tak większość zabierała. W końcu, jak pan, panie Piotrku, widzi zabrała wszystko.

  Kurwa, żeby robić za naukowca poświęciłem naprawdę dużo. W połowie studiów któryś z wykładowców podpowiedział mi, że może zostanę na uczelni i będę robił to, co lubię, że prestiż, a wykładając dodatkowo na jakiejś uczelni prywatnej zrobię nawet na tym duże pieniądze. Pana by to nie przekonało? No właśnie. Mnie też się wizja siebie w takiej sytuacji spodobała i spróbowałem. Z bliskich mi osób prawie nikt ze mną nie wytrzymał, bo to kupa roboty jest i nie miałem na nic innego czasu. Do końca piątego roku więc byłem wszędzie najlepszy i bez większego problemu mogłem zacząć studia doktorskie.

  I wie pan co? Po moim pierwszym publicznym wystąpieniu w roli referenta, jeden z profesorów instytutu w trakcie „dyskusji” bezczelnie i złośliwie zaczął wytykać mi błędy przemowy i atakować czepiając się byle gówien, byle by upokorzyć i pokazać wyższość swoją. Po długiej i bezsensownej pyskówce, z nerwów nie wytrzymałem i przy całym instytucie nazwałem złamasa, cytuję, „Jebanym, zakompleksionym lachociągiem”, a potem coś o plagiatach, za które dostaje się tytuły naukowe mówiłem.

  Eh... Kolejeczka? Myślałem, że pan już nie spyta! To doskonały moment na kieliszek. Brrr... Znów ciepła. No i panie Piotrku zakończono konferencję, a mnie oczywiście od razu zwolniono po oficjalnej skardze szanownego pana profa. Tak jest, proszę pana, widać nie warto emocjonalnie podchodzić do pracy naukowej i przejmować się niedowartościowanymi kutasami. Słucham? No ja niby wiem, że dobrze mu powiedziałem. Ale gdybym wiedział ile mnie to będzie potem kosztowało... Wciąż sobie nie mogę tego wybuchu wybaczyć. Ale z drugiej strony nie po to tyle wyrzeczeń, żeby mnie publicznie upokarzano... Bo uważam inaczej, niż u Majchrowskiego w eseju było... No upadek.

  Panie szanowny, widzę, że jednak młódź nie aż taka mocna do wódki. Nie wygląda pan za dobrze. To ja jeszcze jednego sobie tego... jak już pan, panie Piotrku, stawia. Proszę podnieść się z podłogi i pomyśleć o własnym wzlocie kiedyś tam, i pamiętać, że niektórzy nie są do niego zdolni. No może do wyskoku. Wracam do siebie.

 

1 Dykta to po prostu denaturat.

Komentarze (10)

  • Piękny reportażyk. Miło się go czytało. Monolog z indywidualnym językiem. Masz talent.

  • "Mam talent" zaczęło oznaczać coś zupełnie innego ostatnio. Nie wiem więc czy mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem. Wszak nie płaczę nad akordeonem.

  • Sytuacja przedstawiona zatrzymała moje oko do ostatniej kropki. Czasem to naprawdę można przejrzeć się w oczach obcego człowieka jak w lustrze ~

  • w stylu "Wzlotu" i "Upadku" - czytając tekst skojarzyłam go z tymi utworami; zamieść coś jeszcze, Peter.

  • No w końcu ktoś, kto zna te dwa opowiadania :) Faktycznie to do nich starałem się jakoś odnieść w wielu aspektach tekstu. Choć znacznie krócej i prościej. Zobaczę co tam jeszcze nadaje się do umieszczenia tutaj i może wrzucę.

  • Nie pozwól kobiecie długo czekać ;D

  • Stosujesz narrację "monologu wypowiedzianego", której twórcą jest właśnie Camus, i pierwszy raz zastosował ją w "Upadku". Iwaszkiewicz nawiązał do tej formy we "Wzlocie".

  • Dziękuję Leszku za pomoc, wreszcie jestem świadom stosowanych przez siebie technik narracyjnych. Tu chyba program do sarkazmu nie jest potrzebny, prawda? :)

    Ale serio, to faktycznie tekst ten napisałem w ramach, powiedzmy, "treningu" tego rodzaju narracji ale nie wyszło chyba tak źle. Tekst był nawet, przyznam nieskromnie :), omawiany na zajęciach z teorii literatury na UAM obok mojego ulubionego Gombra.

    No... albo tagi się ludzie nauczyli czytać albo faktycznie klasyka wciąż żyje :)

  • Ilekroć spotykam się z próbą bohatera określenia siebie w kategoriach nonkonformisty przypominam sobie Housa, który (chyba w pierwszym sezonie, heh) przy okazji rozmów kwalifikacyjnych wyrzuca jakiemuś absolwentowi konformizm, widząc jego tatuaż (chyba). Żeby być nonkonformistą, mówi House, trzeba siedzieć w bibliotekach :)
    Podoba mi się też końcowa diagnoza, z którą zresztą się nie zgadzam, ale lubię w literaturze takie nihilistyczne wstawki - mam na myśli ten fragment, gdzie bohater mówi, że nie wszyscy są zdolni do wzlotu.

  • W zasadzie jest to zerżnięte ze "Śmierci w Wenecji" Manna, gdzie pada podobne stwierdzenie choć w nieco innym kontekście. Tj. nie zerżnąłem, to jest intertekstualność :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się