Historia rozdz. 3

Autor: Szymon Drewnojad, Gatunek: Proza, Dodano: 05 sierpnia 2010, 11:15:38, Tagi:  Pilakowski szpital feminizm cycki darmowe porno xxx

 Jadę więc dalej z roboczonazwaną Historią. Oczywiście kontynuacja wątków dostępnych tu: 

http://piotr-pilakowski.liternet.pl/tekst/historia-rozdz-1

i tu:

http://piotr-pilakowski.liternet.pl/tekst/historia-rozdz-2-wziawszy-pod-uwage-liczne-prosby-wrzucam-drugi-rozdzia

 

* * *

 

   Szedłem powoli, jakby w zwolnionym tempie, długim korytarzem, którego końca nie było widać. Z boków miałem ściany obklejone byle jak staromodną tapetą. Pod stopami słyszałem skrzypienie desek w podłodze, a z sufitu kapiącego tynkiem co parę metrów zwisały pordzewiałe żyrandole mrugające światłem nie dokręconych, pożółkłych żarówek. Przede mną i za mną, jakby chcąca pochłonąć wszystko , smolista czerń. Nie wiedzieć dlaczego wciąż szedłem przed siebie jakby kuszony i zaciekawiony tym jak się korytarz kończy. Idąc zacząłem mijać drzwi po obu stronach. Odrapane, drewniane stare drzwi, które uchylały się nieco gdy skrzypnąłem akurat przy których. Nie zatrzymywałem się, tylko przyspieszałem za każdym razem kroku, a w szparach otwartych nieco drzwi widziałem tylko błyszczące oczy w okularach z grubymi oprawkami. Drzwi były coraz gęściej rozmieszczone, więc w tym zwolnionym tempie już prawie biegłem. Po chwili takiego spowolnionego galopu zacząłem dostrzegać coś na końcu tunelu, jakby z ciemności wyłaniała się postać ludzka. Zacząłem biec jeszcze szybciej. Postać nabierała konturów i rosła, rosła do olbrzymich, nienaturalnych rozmiarów. Rozpoznać już mogłem, że stoi do mnie tyłem i rośnie, wciąż rośnie. W końcu, gdy sylwetka była już ogromna odwróciła się. To była Siostra Słońce ale jakby powykrzywiana, z długimi chudymi rękoma i palcami jak szpony. Jej wielką twarz wykrzywiał grymas złowieszczego półuśmiechu. Nagle wybuchnęła głośnym, przeraźliwym śmiechem pokazując olbrzymie krzywe, pożółkłe zęby. Chciałem się zatrzymać ale ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Zorientowałem się, że trzyma mnie w swoich palcoszponach i kieruje mnie do paszczy. Mijam zębiska, a szczęka zatrzaskuje się za mną.

Znów ciemność.

 

* * *

 

   Podobne koszmary męczyły mnie przez kilka dni. Albo byłem zjadany przez Słońce albo goniła mnie banda hermafrodyt z nożyczkami, albo znowu byłem bity na ulicy gumowymi dildo przez policjantów w różowych mundurach.

Obudził mnie ból. Okropny ból wszystkiego. W szpitalu była już ze mną Madzia. Cała zapłakana biedactwo. Gdy zobaczyła, że otworzyłem oczy zaczęła wołać pielęgniarki, lekarzy i Jezusa wraz z rodziną. Nie bardzo jeszcze wiedziałem co się dzieje, więc po przyjściu pielęgniarki powiedziałem tylko, że mnie boli ale nie potrafię skonkretyzować miejsca ze względu na jego (bólu) siłę i rozległość. Wyrażałem się przy tym nieco dobitniej niż przy tym czasowo dość zdystansowanym już opisie. Dostałem jakiś zastrzyk i po pół minuty już nic nie czułem. Dodatkowo, w ramach gratisu, nie mogłem też niczym ruszyć, mrugnąć oczami i kontrolować szczęki wraz z językiem dlatego siedziałem potem tylko z otwartymi ustami i wywalonym cieknącym ozorem, przez co chyba straciłem trochę na godności i powadze. Posłuchać za to mogłem mojej Madzi, którą ruchami brwi poprosiłem o opowiedzenie co mi się w ogóle stało.

   Mogłem to zrobić, ponieważ wiedząc, że będziemy ze sobą na dobre i złe zaproponowałem ustalenie znaków brwiami na wypadek mojego paraliżu od oczu w dół, który przewidziałem za pomocą domorosłej autochiromancji. Myślę, że w każdym poważnym związku takie rzeczy muszą być uzgodnione.

   Gdy machnąłem więc kudłami spod czoła razy kilka powoli zacząłem dowiadywać się co się w ogóle stało.

   - Biedactwo ty moje. Piotrusiu, jak mi ciebie żal. Mówiłam ci, że to nie jest dobry pomysł z tym marszem. Teraz leżysz taki obandażowany cały od tygodnia. Ale tym gnojom ze SCUM też chyba głupio, bo tu co dzień przychodzi jakiś Błażej i pyta o twoje zdrowie. – pomachałem dwa razy brwią lewą na znak, że zrozumiałem – Och, jednak mnie słyszysz. Nie byłam pewna, bo tylko z języka ci tak kapie i kapie… No ale wracając do parady, to miałeś ewidentnie pecha, ponieważ te bandziory, co ci to zrobili, to nie was mieli pobić tylko zapomnieli o tym powiedzieć temu z pająkiem na poliku. To była grupa, która szła na dworzec PKP, gdzie miał dojechać spóźniony pociąg z Warszawy. Piwko, dwa dla kurażu na rynku i idą na dzielnicę, no wiesz. – wiem (dwa ruchy brwią lewą) - Właśnie wtedy spotkali was po drodze. Jak się ten olbrzym rozpędził, to reszta zauważyła, że pobicie waszego marszu nie przyniesie im honoru i chcieli zachować siły na tych od Legii ale już go nie zdążyli zatrzymać i zanim tego karka odciągnęli, to zdążył już między innymi poskakać ci po głowie. Potem wzięli go do swoich i poszli po prostu dalej. Zostałeś w sumie jedyną ofiarą zajścia.

   Na znak, że wyczułem ironię tej sytuacji i cholernie mnie to bawi uniosłem jak najmocniej obie brwi i trzymałem je tak przez kilkanaście sekund.

   - No a dalej, to na znak tej strasznej baby, co was prowadziła kilka osób wzięło cię za ręce i nogi, a cały marsz skierował się do szpitala. Jak męczennika swojego cię traktują gnoje jedne. Ale jeszcze zapłacą za to, prawda? Wiem to, bo głośno o tym się zrobiło i miałeś swoje całe 30 sekund w Teleekspresie i pięć stron felietonów, esejów, a nawet poematów w Wyborczej. Odpoczywaj sobie teraz, bo nie wyglądasz najlepiej. O! Idzie chyba ten Błażej znowu. Powiem mu, żeby Cię nie męczył i zamknę ci oczy, żeby nie widział, że jesteś przytomny.

   Nie zważając na moje brwiowe protesty zasunęła mi bezwładne powieki jak jakieś żaluzje, czy inne rolety i słyszałem tylko, jak idzie drzeć się na szefa miejscowego kółka genderowego. On z kolei tłumaczył się, że czują się strasznie winni, że przepraszać chce, że odszkodowania chce płacić. W momencie gdy wymienił jego kwotę zacząłem jak szalony machać brwiami byle ktoś mnie zauważył i porozmawiał ze mną ale nie zanosiło się na to. Madzia, kochana strasznie ale niezwykle impulsywna, porzuciła już standardową argumentację i przeszła do bardziej konkretnych propozycji rozwiązania sytuacji obecności Błażeja w szpitalu. Na szczęście poczułem znów ból. Lek przestawał działać. Swoją drogą chyba chrzczony był, bo coś krótko był skuteczny. Mogłem otworzyć oczy, a po paru sekundach wydać z siebie pierwsze dźwięki. Nie artykuowałem nic bardziej skomplikowanego niż rzężenie i długie samogłoski, bo w język jakby wciąż trzymało ale zdecydowanie wystarczyło to do tego, by ktoś zwrócił na mnie uwagę.

   - Kocie! Znów cię boli? Zawołać pielęgniarkę? - pytała biegnąc do łóżka Madzia.

   Przerażony odpowiedziałem coś, co miało brzmieć jak nie ale nie do końca mi to wyszło. Zostałem jednak zrozumiany, bo nikt z personelu tego wspaniałego przybytku na szczęście wezwany nie został. Podszedł za to Błażej. Magda patrzyła na niego nieufnie ale nic nie mówiła. Mniej więcej w tym momencie mogłem wreszcie zapanować w miarę nad językiem i wciągnąłem go do środka twarzy zostawiając niestety na szpitalnej pidżamie i bandażach ogromną, mokrą, upokarzającą plamę. Błażej oparł się o przeciwległe łóżko i zaczął:

   - Piotrze, w imieniu całego SCUM przyszedłem by wyrazić nasze ubolewanie nad twoim losem. Twój wypadek okazał się jednak potwierdzeniem słuszności naszej sprawy. Człowiek już nie może na ulicy powiedzieć z kim sypia bez aktów agresji ze strony troglodytów. Na znak solidarności z tobą postanowiliśmy, że oprócz pieniędzy za marsz przelejemy ci małe odszkodowanie na konto. Ponieważ wiemy jak dzisiaj ciężko  prawdziwym humanistom pamiętaj zawsze o tym, że członkowie naszych szeregów są solidnie uposażani finansowo, by mogli się skupić tylko na SCUM, a nie na jakiejś pracy zarobkowej. Nie ukrywam, że przez tą całą sprawę stałeś się właściwie pewnym symbolem, męczennikiem i chętnie przygarniemy cię do naszego grona. Co ty na to?

   - A ja na to, że nie dam się wam wrabiać w wasze następne parady - odpowiedziałem przy pomocy całkiem sprawnego już języka. - Jakiś kafar skakał po mnie, a nikt z was nic nie zrobił by mi pomóc i nie ważne jakie pieniądze mi zaproponujecie... - tu Błażej schylił się do mojego ucha i podał raz jeszcze kwotę odszkodowania oraz dodał miesięczną pensję członka SCUM.

   Na chwilę oniemiałem i po chwili zastanowienia kontynuowałem oczywiście zgodnie z wcześniejszymi zamiarami ignorując oburzone spojrzenie Madzi:

   - Jak mówiłem, nie ważne jakie pieniądze mi zaproponujecie dam się pobić ile tam trzeba będzie jeszcze i zrobię to dla sprawy. Piszemy jakąś umowę, czy coś? Mam podać numer konta czy gotówką płacicie? No ,myślę, że ubijemy ten interes.

   - Spokojnie - uśmiechnął się Błażej - Wszystkie formalności potem. Jak wyjdziesz ze szpitala podejdź do nas i to raz dwa załatwimy. Tu masz adres, na mojej wizytówce. Zadzieram kiecę i lecę hihihi - i znów się przegina - Ciao!

   - Ciao Błażej! - Krzyczałem rozentuzjazmowany mimo bólu wszystkiego.

   Błażej wyszedł.

   - Widzisz Kocie, nasze problemy się skończyły. Dość złomiarstwa, idiotów z gimnazjum i telemarketingu. Wiesz ile oni chcą mi płacić?

   - Pewnie sporo, tylko nie wiesz jeszcze za co.

   - Oj spokojnie. Już niedługo wyjdziemy z długów i może nawet garnków nakupimy.

   Rwąc jakieś rurki, igły, bandaże itp. przytuliłem mocno moje kochanie by wyrazić swe zadowolenie z życia. Niepotrzebnie być może, bo wyrwałem chyba jakąś ważną igłę z siebie, bo po chwili znów przywitałem tę cholerną ciemność.

Komentarze (10)

  • Zwiększ czcionkę, jak możesz, bo ciężko się czyta.

  • Właśnie próbuję :)

  • Powinno być lepiej.

    • Tomek .
    • 05 sierpnia 2010, 13:29:52

    czego to ludzie nie zrobią dla pieniędzy;) - tak mam po lekturze, całkiem fajnej.

  • Szczerze mówiąc, dla mnie co najmniej oczywiste robi się, że w SCUM-ie naszego bohatera czekają tylko coraz większe i większe kłopoty i wpadki i boję się trochę, że może zacząć mnie to nudzić... no nic, zobaczymy, co będzie dalej.

    PS. Ostatnio zapomniałam napisać, że przed "ale" stawia się przecinek. Obowiązkowo.

  • Cieszy mnie Twoja szczerość. Zgadzam się z Tobą w 100% - zobaczymy.

    PS. Faktycznie jesteś konserwatywna językowo. Do bólu. Zawsze zastanawiało mnie skąd sie bierze takie zamiłowanie do porządku i zasad i doszedłem do wniosków, którymi, przez szacunek dla przedmówczyni, się tu nie podzielę.

  • Hm... powiedzmy, że lubię, gdy treść jest opakowana w ładną formę. Nie przepadam za językowymi eksperymentami w rodzaju "nie będę używał wielkiej kropki" albo "nie będzie żadnych przecinków", bo dla mnie zupełnie nic one nie wnoszą i niczemu nie służą. To znaczy, że albo autor nie ma pomysłu na tekst i próbuje przysłonić ten fakt sztucznymi udziwnieniami, albo naprawdę wierzy, że zdanie bez kropki na końcu coś wyraża. Dla mnie niestety nie wyraża.

    Cóż, postarałam się to wytłumaczyć po mojemu.

  • znaki interpunkcyjne też są słowami (odczytywanymi na trochę innej płaszczyźnie, takie na wierzchu inkognito ;D)
    i jeśli ktoś jest sprawny językowo, może nadawać im nowe znaczenia;

    tak, tekst o nowe znaczenia się wzbogaca! to nie heca, to autora zamysł, to autora praca! yupi! ;D
    (mam dziwny humor dzisiaj :D)

  • Faktycznie eksperymenty formalne wymagają ogromnych umiejętności. Przede wszystkim opanowania normy, o czym niektórzy zapominają.
    A brak przecinków itd. to zwykłe niedopatrzenie. A edytować już, jak Wam dobrze wiadomo, nie można :( Przy tej okazji: Hej tam twórcy tegoż radosnego przybytku! Może warto by jednak możliwość edycji dalej niż po godzinie wprowadzić?!
    A tak wracając do tekstu, to faktycznie trochę banałem tu leci ale wszystko będzie nadrobione. Dlatego miałem wątpliwości czy tutaj wrzucać coś więcej niż pierwsze dwie części, bo dalej jest wszystko jeszcze płynne i ander konstrakszon, a niektóre właściwości tych wypocin wymieniane jako wady ("pamiętnikowość", czy tutaj popadanie w banał) znajdą swoje uzasadnienie w części dalszej.

    Dalej nie wrzucam dopóki nie osiągnę efektu, który mnie zadowoli.

  • Kiedy rozdział czwarty??

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się